wtorek, 7 października 2025

Cuda Pomorza Zachodniego - Polując z bielikami - Fotorelacja


Suto zakrapiany przedwojenny raut, śmietanka towarzyska, siedzą, jedzą, lulki palą, literaci z prawa i z lewa. W pewnym momencie wstaje Adolf Nowaczyński, pisarz i publicysta, znany z ciętego pióra i antysemickich poglądów. Brzdąka palcami o kieliszek i, zwracając na siebie powszechną uwagę, wznosi toast: „Gdyby nie było Adama Mickiewicza, nie byłoby Pana Tadeusza. Gdyby nie było Pana Tadeusza – kontynuuje, lustrując przeciwną stronę stołu, gdzie siedzi Julian Tuwim – nie byłoby Jankiela. Piję zdrowie wszystkich Jankieli!”. Ożywione towarzystwo siada, impreza toczy się dalej. Po dłuższej chwili o uwagę prosi Tuwim. Unosząc nieśmiało kieliszek, zaczyna: „Gdyby nie było Adama Mickiewicza, nie byłoby Pana Tadeusza. Gdyby nie było Pana Tadeusza, nie byłoby Jankiela”. I na koniec wbijając wzrok w Nowaczyńskiego, melodyjnie puentuje: „Gdyby nie było Jankiela, nie byłoby cymbałów. Piję zdrowie wszystkich cymbałów!”.

Anegdota ta, opowiedziana kiedyś na zajęciach z poetyki studentom pierwszego roku przez doktor J., przypomniała mi się na wyspie Karsibór, gdzie w Domu Gościnnym Ptaszarnia spędzałem po raz kolejny króciutką część gorącego wrześniowego sezonu migracyjnego. 

I jak co roku znalazłem w salonie sporo książek przyrodniczych, albumów o sztuce i judaików, które z pasją zbierają właściciele. Ich drewniany malowany dom to miejsce kultowe, bez telewizora. Kiedy już zmierzcha, błyskotliwie się tutaj rozmawia, ironicznie żartuje i całkiem serio dyskutuje, a nie odkleja od rzeczywistości humanistycznej przy pomocy elektronicznych gadżetów. Choćby opowieść Adrianny o ratowanym dzięciole, z którym podróżowała autobusem ku zdziwieniu współpasażerów, i który potem przez miesiące u niej dobrzał, aż wydobrzał, jest jak z doktora Dolittle’a. Anglosaski klimat, wyspiarska pogoda, mgły snujące się nad wilgotnymi łąkami o poranku, słoneczniki u płotu i zjawiskowe zachody słońca za kominem. 

Jest przytulnie i wszędzie blisko. Drewniany dom graniczy bowiem z rezerwatem (ostoją ptaków) Karsiborska Kępa, w którym rendez vous z dzikiem o tej porze roku jest równie pewne, jak spotkanie z komarem bądź kleszczem. Do Świny – która wraz z odnogami i kanalikami tworzy niespotykaną na rodzimą skalę deltę – idzie się raptem dziesięć minut. A z przystani można już katamaranem opłynąć przymorską krainę czterdziestu czterech wysp i wysepek, i płynąć dalej, hen, aż na spotkanie czterech wichrów oraz czapli, brodźców i gęsi (w tym roku pierwszy raz podziwiałem egzystujące na jednej z karsiborskich wysepek gęsi tybetańskie – dziko żyjące, wolne, bez obroży i bez obrączek). 

O tak, chciałoby się tu osiedlić albo rozkosznie dryfować – i być jak William Wharton (ten od Ptaśka), który zamieszkał na barce na Sekwanie. Ale przecież to nie koniec przygody, bo na łódce w Stepnicy czeka już Janusz, każdorazowo oferujący szelmowskie opowieści i jedyne w swoim rodzaju, a jakże ekscytujące spotkania z polującymi bielikami. W rezerwacie Czarnocin w stanie półwolnym żyją zaś koniki polskie, a dumne i rosłe buhaje szkockie groźnie potrząsają głowami. Opodal rozciągają się klify i rzadziej nawiedzane przez turystów wolińskie plaże i świnoujski falochron, gdzie piaskowce, biegusy rdzawe, ostrygojady, biegusy zmienne, nurogęsi, szlamniki, siewnice, szlachary i sieweczki nabierają sił przed dalszą migracją.

Biegus zwyczajny - fot. Paweł Czapczyk

Fot. Paweł Czapczyk

Ptaszarnia to lokum przesiąknięte smakami, jakie tylko może zaoferować stylowa, a zarazem prosta i zdrowa kuchnia. Na kominkach, komodach i ścianach spoglądają na gości wytwory sztuki wysokiej i dzieła ludowe, a na półkach bursztynowe miody, smażone konfitury i słodkie nalewki skrywają w sobie uśmiech Giocondy. Co więcej, w obejściu – choć nie każdy potrafi to od razu docenić – stworzono siedlisko dla wymagających ochrony czynnej nietoperzy.

Owszem, ptaszarni jest wiele, w Polsce warto odwiedzić jeszcze co najmniej dwie, ale ta prowadzona przez Adriannę i Piotra jest wyjątkowa. Zawsze będę tu wracał! 

 

Kilka lat później

Znów, kiedy nadchodzi zmierzch ze szczelin bezszelestnie wylatują nietoperze. To karliki drobne (Pipistrellus pygmaeus) z grupy mroczkowatych, sklasyfikowane jako odrębny gatunek dopiero w 1999 roku. W gospodarczym zabudowaniu Ptaszarni znalazły gościnę, podobnie do wszystkich innych stworzeń dużych i małych. A nade wszystko ludzi, bo stłamszona i sponiewierana w XX i XXI wieku conditio humana tutaj znajduje bezpieczną przystań i tutaj odżywa. Przepyszna strawa cielesna i półki uginające się od miodów, konfitur i zapraw – to jedno, bogata biblioteka przyrodnicza, kulturowa i… kryminalna – to drugie. A na ścianach wiszą w pozornym chaosie mozaiki, obrazy, ikony, na starych komodach stoją zaś rozmaite judaika i świątki katolickie. Do tego dochodzą obecne w każdym pokoju znakomite fotografie ptaków.

Siewnica - Fot. Paweł Czapczyk

Fot. Paweł Czapczyk

Jest kilka takich miejsc na mojej prywatnej mapie Europy, gdzie następuje zagęszczenie odczuwania czasu i miejsca. I właśnie Ptaszarnia, zawsze to powtarzam, jest jednym z nich.

W nocy słychać jelenie. Bo w drugiej połowie września rykowisko idzie już pełną parą. Kto widział i choć raz w nim uczestniczył, ten wie, o czym piszę. Okolica dostarcza niezapomnianych wrażeń wzrokowych i słuchowych. Samce, wiedzione niepowstrzymanym popędem, wychodzą jak oszalałe na polany i odkryte pola, by zademonstrować swą siłę i majestat. Chciałyby okazać pełnię swych możliwości, ale wtedy strzelają do nich myśliwi.

Niemczech zabroniono już polowań na jelenie szlachetne podczas rykowiska – u nas ten barbarzyński obyczaj przetrwał i ma się dobrze. W tym maleńkim rejonie, sąsiadującym z Wolińskim Parkiem Narodowym jedno koło łowieckie – znajomy szepce mi do ucha – uzyskało zgodę na odstrzał pięćdziesięciu byków. I znów padną najdorodniejsze osobniki z okazałym porożem, mogące przekazać najlepsze geny swoim potomkom.

Wracam do nietoperzy: okazuje się być ich mniej, niż dwa czy trzy lata temu, bo płomykówka, bodaj najpiękniejsza z naszych sów, miała używanie. Siadając co jakiś czas na lampie zmierzchówce, skutecznie, pod osłoną nocy, porywała upatrzonego karlika. Z kolei w ściśle graniczącym z Ptaszarnią rezerwatem Karsiborska Kępa polują błotniaki, a na bajorkach i rozlewiskach żerują krwawodzioby, biegusy, kwokacze i bekasy kszyki. Dostęp do nich jest jednak mocno utrudniony, bo płytkie wody otaczają wysokie trzcinowiska i grunt jest grząski. Zresztą nadmierna ingerencja w środowisko (przygotowanie fotograficznego stanowiska) oznaczałyby małą inwazję w dobrostan tutejszych roślin i zwierząt. Ada mówi, że w nocy ogródku polowała kuna, a w zeszłym roku ktoś sfotografował w rezerwacie gronostaja.

 

Kwokacz = Fot. Paweł Czapczyk

Fot. Paweł Czapczyk

Śpię przy otwartym oknie, bo inaczej nie potrafię, i wciąż się budzę i nasłuchuję przeraźliwego, dobywającego się z gardzieli, a może z głębi przepastnych trzewi ryku. Jeden byk odpowiada drugiemu. Hardkorowy koncert na dwa basy. W końcu jednak zasypiam na dobre.

Rano wypływamy łódką z Januszem po Zalewie Szczecińskim: nareszcie wszystko się zgadza – i światło, i aktywność „morskich orłów”. Ile to rejsów było przy niebie zasnutym stalowosiną powłoką, a jeden nawet podczas ulewy. Kiedy po trzech godzinach wysiadałem wówczas w porcie, wyglądałem tak, jakbym miał pełnego (i nieszczelnego!) pampersa. A watowane spodnie, według producenta, miały być przecież w stu procentach nieprzemakalne.

Janusz ze swadą opowiada o zwyczajach ptaków. Towarzyszą nam mewy. Czujne i zwinne kormorany, zwłaszcza pod wodą, patrolują duży obszar. W smolistoczarnych grupach przepływają łyski. Co chwilę przelatują nurogęsi, a na pobliskich trzcinach gremialnie przesiadują jaskółki brzegówki. Jednak król Zalewu Szczecińskiego jest tylko jeden. Oto jego wysokość Haliaeetus albicilla – pan na włościach, bielik.

 

Opis fotowyprawy Polując z bielikami, rycząc z jeleniami

 

Autor tekstu i zdjęć: Paweł Czapczyk

Zobacz wyjazdy omawiane na blogu:



Zobacz galerię:

Inne wpisy na blogu